REKINY W DRODZE - czyli tak się spełnia marzenia w Kraju Kwitnącej Wiśni !

Rok 2019 już na gali w Hula-Kula zapowiadał się znakomicie. Pasmo sukcesów poprzedniego sezonu zakończyło rozdanie nagród i zapowiedź spełnienia marzeń. Na celowniku – JAPONIA!!! Wiadomo – Kraj Kwitnącej Wiśni, Manga, Anime, pokemony... no długo by wymieniać rzeczy, które Rekiny interesują tak sobie, bo w końcu Japonia to kolebka judo. Stanąć na matach Kodokanu, podpatrzeć treningi najlepszych na świecie – to prawdziwy cel tej wyprawy.



8573 km, czyli Rekini Skok w inną rzeczywistość wykonany został po raz pierwszy 9 lutego 2019. Mówią, że „idzie luty, podkuj buty”, ale w Polsce tego roku prawie już wiosnę witaliśmy w tym czasie. Japonia zaś nie zawiodła – zima powitała naszych podróżników chłodem i śniegiem. Ośmiogodzinna różnica czasu mogła się skończyć dość potężnym jetlagiem, ale nie dla Rekinów, bo Rekiny nie śpią! Po zrzuceniu toreb w hotelu nie było innej możliwości jak ZOBACZYĆ KODOKAN i udać się wprost na trening do Marunouchi Judo Club. Bo spać można dopiero po treningu!







No ale nie samym judo człowiek żyje – zwłaszcza na drugim końcu świata. Bez shopingu się nie obejdzie! A gdzie kasę przepuszczają judocy? Oczywiście – w Mizuno Shop. Ta kultowa wśród judoków marka postawiła plan wycieczki pod wielkim znakiem zapytania – no naprawdę wyjście ze sklepu wymagało niemałej siły woli. Ale w końcu świat za drzwiami też jest piękny, a japońskie cuda wydarzają się po prostu na ulicy. Bo jak inaczej niż cudem nazwać skrzyżowanie w handlowo-rozrywkowej dzielnicy Shibuya, przez które w ciągu godziny przechodzi 100 000 osób? A jak się zapala zielone, to na wszystkich przejściach na raz i można iść po skosie przez ulicę, a jeszcze na dodatek nie kończy się to jednym wielkim ludzkim karambolem i nikt na nikogo nie wpada? Takie zderzenie z rzeczywistością sprawiło, że Rekiny z chęcią udały się popodziwiać panoramę Tokio ze szczytów Tokyo Tower.





Po całkiem współczesnej niedzieli poniedziałek okazał się dniem poznawania japońskiej kultury. Rekiny pod wodzą trenera Yamaguchi z klubu Matsumae Judo Juku spotkały się z historią w Kodokanie, próbowały swoich sił w japońskiej kaligrafii oraz zwiedziły najstarszą świątynię w Japonii Sensō-ji. W świątyni Shintō - tradycyjnej religii Japonii opartej na mitologii japońskiej – trener opowiedział Rekinom o ceremonii oczyszczenia i zasadach zachowania wewnątrz. Rekiniątka najbardziej jednak z historycznej wyprawy zapamiętają niezwykle popisy akrbatyczne pewnej małpki. Strach się bać, bo jeśli trenerzy też byli bardziej skoncentrowani na niej niż na japońskiej kulturze i będą dążyli do takiego wygimnastykowania wśród Rekinów, to SameJudowe tatami może tego nie przetrwać. Organizator wyprawy zadbał jednak o niesłabnący poziom emocji i po pożegnaniu z przewodnikiem po historii zabrał podróżników do Hanayashiki Amusement Park. Dom strachu, karuzele i pełne szlaeństwo sprawiły, że niektórym uśmiech z twarzy nie schodził. Inni – no cóż – ograniczenia muszą pokonywać nie tylko na macie. Ważne, że jak zwykle Rekiny wyszły z tej walki zwycięsko!








Ostatnie chwile odpoczynku Rekiny spędziły w parku Shinjuku – celem wyciszenia. Czas zwolnił, wszyscy się zrelaksowali, odsapnęli, a potem... rozejrzeli się dookoła. I zobaczyli to, co w Tokio najbardziej charakterystyczne – czyli wielkie kontrasty. Tutaj cisza, spokój i błogość, a dookoła wielkie wieżowce. Może to dobra nauka, żeby być tu i teraz? W parku cisza i spokój, a dookoła gonitwa dnia codziennego? Ponieważ tego dnia Rekiny goniły na matę, nie mogły tam dotrzeć zaspane, więc celem podniesienia emocji wpadli prosto w wir świata mody w dzielnicy Harajuku. Światła, kolory, tłum – to wszystko sprawiło, że po porannym wyciszeniu zostało tylko wspomnienie, a to doskonale nastraja do potrenowania. Tym razem w Matsumae Judo Juku – szkole istniejącej od 40 lat, której drużyna wygrała w ubiegłym roku mistrzostwa Japonii.








Dotychczasowych wrażeń z wyprawy tokijskiej ciężko nie nazwać emocjonującymi, ale tak naprawdę to pikuś. Jak wiadomo dla judoki cel podstawowy wizyty w Tokio to Muzeum Anime – no dobra, żartowaliśmy. Kodokan, Kodokan i tylko Kodokan. Już go widzieli z zewnątrz, już słuchali o historii, a teraz – prawdziwy trening na tamtejszych tatami!!! Ale żeby nie było, że tak od razu z łóżka w judogę i chyc na matę, to najpierw Ueno ZOO – chciałoby się powiedzieć, że Rekiny poczuły się jak w domu, ale w Japonii to nie rekiny w zoo są największą atrakcją, ale pandy.









No dość o zwierzętach – nie przyjechaliśmy tu przytulać miśków! Trening w Kodokanie to spełnione marzenia. Po zajęciach Rekiniątka zostały jeszcze podglądać seniorów, a wśród nich aktualnego mistrza świata Aarona Wolfa. Kto wie, jakie marzenia snuły się w głowach tych, którzy byli na trybunach...











Kodokan to historia, ale Tokio czeka bardzo ciekawa przyszłość – już w 2020 roku będą tam rozgrywane Igrzyska Olimpijskie, w ramach których nie zabraknie najlepszej na świecie dyscypliny sportu. Niektórzy sportowcy na pewno wysiądą na Tokyo Station – niesamowitej stacji kolejowej i naszymi śladami udadzą się do Nippon Budokan. Miło będzie oglądać relację telewizyjną i pomyśleć „Rekiny tam były..” Mistrzowskie marzenia zawiodły nas wprost do mistrzowsko wypielęgnowanych Wschodnich Ogrodów Pałacu Cesarskiego. Kolejna ostoja zupełnie innego świata w pędzącym mieście. Po chwili odpoczynku opędziliśmy również my na trening do Matsumae, który tym razem wzbogacony został o ... – nie, nie o randori – o zajęcia z origami. Może Trener Łukasz rozważy taką opcję treningu zamiast wspinaczki po linach – w końcu zwinne paluszki dla judoki też są ważne.














Wyprawa życia powoli dobiegała końca i zaczął się sezon na ostatnie przeżycia. Ostatnie więc spotkanie z japońską historią miało miejsce w Edo-Tokyo Museum. Tam tej historii można było wręcz dotknąć i w ramach trenowania siły sprawdzić, jak to jest nosić ciężkie wiadra czy wieźć Cesarza (Cesarz, Prezes – prawie to samo prawda?).








Ostatni wieczorny trening w zaprzyjaźnionym już klubie Matsumae osłodzony został wręczeniem upominków i zrobieniem wspólnego zdjęcia.





Ostatni poranny trening zaś rozpoczęliśmy od udziału w akcji Sprzątanie Świata – pobudka o 5:30 pozostanie w pamięci na długo, a późniejsze dwie godziny uchi-komi lepiej, żeby zostały na zawsze, bo trenerzy jak bohater „Allo, allo!” – nie będą powtarzać dwa razy. Nie musieli jednak dwa razy powtarzać kierunku kolejnego punktu na liście zwiedzania – Disneyland! Myszka Miki, Kaczor Donald i tysiące Japończyków naśladujących ruchy swoich ulubionych bohaterów podczas wielkiej parady to znaki rozpoznawcze togo popołudnia.





Ta ostatnia niedziela to nie tylko pakowanie. Na koniec wyprawy pozostawiliśmy sobie zwiedzanie dzielnicy Nakano, w której spędziliśmy głównie noce przez te ostatnie dni. Wszelkie resztki pieniędzy wydane zostały pracowicie w Mizuno Shopie, a na koniec popatrzyliśmy ostatni raz na Tokio z Tokyo Skytree – drugiego najwyższego budynku na świecie, na który wjeżdżaliśmy z prędkością 600 metrów na sekundę... Widoki niesamowite, ale wrażenia w trakcie jazdy jeszcze lepsze! Ukojeniem emocji była uroczysta kolacja, w trakcie której otrzymaliśmy certyfikaty ukończenia programu Studia Judo w Japonii w ramach Winter Judo Camp Tokyo 2019.




Przygoda dotychczasowego życia dobiegła końca. Dziękujemy organizatorowi Antoniemu Maciołowskiemu za możliwość jej przeżycia. Teraz zostało tylko odespać i brać się do roboty. Medale same się nie zdobędą, a kolejne marzenia same się nie wymyślą. Tylko SameJudo daje takie możliwości!

  • Facebook Clean

© 2018 by SameJudo